Jaki jest najlepszy sposób, żeby znaleźć pasję?

Całe życie wydawało mi się, że coś jest ze mną nie halo, bo mam słomiany zapał. Co roku w wakacje obiecywałam sobie, że w końcu wezmę się za rzeczy, które miały stać się moim nowym hobby. Granie na gitarze, nauka islandzkiego, robienie na drutach, szycie na maszynie do szycia… Nie nauczyłam się prawie nic w żadnej z tych dziedzin. A teraz, nawet jakbym chciała, po prostu nie znalazłabym na to czasu.

Wszyscy zawsze mówili mi, że jak zabieram się za coś, to powinnam być wytrwała. Wypominali mi słomiany zapał i szybkie poddawanie się. A ja dopiero niedawno odkryłam, że w takim podejściu do zainteresowań nie ma nic złego. Bo w końcu znalazłam coś, co mogę nazwać swoją pasją i nie dziwię się, że wszystko inne poszło w kąt.

słomiany zapał

 

Jak to jest z tą wytrwałością?

Ponoć jeśli chce się coś osiągnąć w jakiejś dziedzinie, to trzeba być wytrwałym. Nie można się poddawać, choćby nie wiem co. I ja się z tym zasadniczo zgadzam. Ale co jeśli próbujesz czegoś, a później zapał Ci siada? Czy naprawdę wszystko, co zaczniesz robić w życiu, musisz skończyć?

Owszem, wytrwałość jest ważna. W każdej dziedzinie, w której próbujesz osiągnąć cokolwiek, musisz naprawdę mocno się napracować, żeby to miało ręce i nogi. Nieistotne czy chcesz zagrać swoją ulubioną piosenkę przy ognisku, zamówić obiad za granicą czy uszyć sobie sukienkę. Sukces składa się z wielu małych porażek.

Ale błagam, nie za wszelką cenę! Jest tyle rzeczy, których można próbować w życiu. Jeśli zaczynasz robić na drutach i w którymś momencie stwierdzasz, że jednak kompletnie się w tym nie odnajdujesz – po co to ciągnąć? Możesz spróbować czegoś innego, przecież nikt Cię do tych drutów nie przykleja! W większość rzeczy musisz się zanurzyć, żeby wiedzieć, czy są dla Ciebie.

 

Większość ludzi nie wie co chce w życiu robić

Są ludzie, którzy od dziecka wiedzą, czym chcą się w przyszłości zajmować. I super! Odpada im mnóstwo czasu, który mogliby zmarnować na uczenie się czegoś, co im nie leży. Mogą doskonalić się w jednej dziedzinie całe życie i być w tym naprawdę dobrzy.

Niestety większość z nas nie rodzi się z tym darem. Musimy próbować, bez ustanku i do skutku, aż w końcu znajdziemy to, co możemy nazwać prawdziwą pasją.

W takiej sytuacji przeskakiwanie z jednego zainteresowania na drugie nie powinno nikogo dziwić. Zwłaszcza, że człowiek zmienia się z wiekiem i to, w czym czuł się dobrze jeszcze dziesięć lat temu, dziś może napawać go przerażeniem. A czasem coś, co z daleka wydaje nam się fajne, może nie być w zasięgu naszych rąk. Liczą się nie tylko chęci, ale też predyspozycje. Ale możesz tego nie wiedzieć, dopóki nie spróbujesz.

 

Co jeśli chcesz w życiu robić wszystko?

Gdy miałam naście lat, moja mama mówiła na mnie „da Vinci w spódnicy”. Chciałam wszystkiego w życiu spróbować i byłam jeszcze na takim etapie, że nie ograniczało mnie prawie nic. Nigdy nie miałam problemów z nauką, radziłam sobie zarówno w przedmiotach ścisłych, jak i humanistycznych. Od zawsze miałam umysł matematyczno-artystyczny. Czułam, że mogę robić wszystko, czego zapragnę. I nie mogłam się zdecydować.

Najgorsze jednak było to, że chciałam zrobić to wszystko jednocześnie. Rozpisywałam ambitne plany, według których codziennie biegałam, uczyłam się przez godzinę jakiegoś języka i do tego dodawałam jeszcze kilka aktywności. Dopiero Pani Swojego Czasu uświadomiła mi, że zaczynanie wszystkiego jednocześnie to nie jest najlepszy pomysł.

Drugą przyczyną mojego słomianego zapału była niechęć do porzucania niczego, bo wmawiałam sobie, że powinnam kończyć to, co zaczęłam. Nawet jeśli z czegoś zrezygnowałam, bo mi nie pasowało, mówiłam sobie, że to na chwilę. I zamiast wykreślać z listy rzeczy, których nie chcę robić, dopisywałam do niej kolejne rzeczy. Ciekawe jak miałam osiągnąć cokolwiek w tylu dziedzinach?

 

Jak to jest z tym słomianym zapałem?

Widzicie – słomiany zapał kojarzy się źle, ale tak naprawdę próbowanie wielu rzeczy i rezygnowanie z nich jest w porządku. Jak inaczej można znaleźć swoją pasję? Nawet jeśli nastawiasz się na coś przez wiele lat, a potem odkrywasz, że to nie jest dla Ciebie – masz pełne prawo z tego zrezygnować.

Ja przez większość życia chciałam być naukowcem. Skończyłam technikum informatyczne. Poszłam na studia na Politechnice. Po tym jak je rzuciłam – nie chcę mieć z tym już nic wspólnego. Zawód programisty zawsze był moim planem awaryjnym, ale nie wiem, jaka katastrofa musiałaby nadejść, żebym znalazła chęci do zajęcia się tym.

Na razie, po wielu latach przerwy, piszę. I naprawdę to uwielbiam. Nawet jak nie chce mi się zabrać do roboty, to wymyślam tematy na teksty i układam zdania w głowie. Jak nie mam czasu na pisanie, a palce mnie świerzbią, to chodzę poirytowana. Mam o wiele więcej pomysłów, niż mocy przerobowych. Czasem nie zdążę nawet wszystkiego zapisać.

Ale z tyłu głowy mam myśl, że może kiedyś pisanie mi się znudzi i będę chciała wrócić do kierunków ścisłych. I jestem na to otwarta. Bo nie ma nic gorszego, niż robienie czegoś na siłę.

 

Dlatego nie ma co pluć sobie w brodę, że porzuciło się coś w połowie. Świat jest pełen możliwości i nawet gdybyś chciał spróbować wszystkiego – nie zdążysz. W tej kwestii nie warto słuchać starszego pokolenia – oni żyją w kompletnie innych czasach. I ich świat też mocno różni się od naszego.

 

A o Tobie mówią, że masz słomiany zapał?
  • Podobno tylko krowy nie zmieniają poglądów. 😉 Czy też, delikatnie zmieniając sens, nie tylko poglądów, ale i pomysłów na życie i planów na siebie.

    W samym słomianym zapale niby nie ma niczego złego, ale nie wiem, nie umiem powiedzieć, gdzie leży ta granica, za którą ciągłe zmienianie hobby czy planów jest już patologiczne i niezdrowe.

    • Wydaje mi się, że tej granicy nie ma 😉 Jak coś Cię wciągnie, to będziesz to robić, tak myślę 🙂