Mieliśmy przeciwko sobie cały świat

Poznałam go w najmniej odpowiednim momencie. Obydwoje byliśmy wtedy w poważnych związkach. Ale i tak bardzo szybko się w sobie zakochaliśmy. Musiał minąć rok, żebyśmy byli w stanie się do tego przyznać.

Są związki, które zaczynają się bardzo romantycznie, wszystko jest ładne i takie jak powinno być. U nas takie nie było, ale nie żałuję. Z naszych początków można by stworzyć scenariusz niezłego dramatu.

Na palcach jednej ręki mogłabym policzyć ludzi, którzy cieszyli się naszym szczęściem.

 

Mieliśmy przeciwko sobie cały świat

Miałam dwadzieścia lat, on był w średnim wieku. Miał dzieci, które już rozwijały skrzydła, by wyfrunąć z gniazda. Czy muszę mówić, że nikomu raczej to się nie podobało? Na dodatek on był kierowcą autobusu, a wszyscy spodziewali się, że ja osiągnę w życiu coś więcej. Stereotypy wiecznie żywe.

W moim otoczeniu tylko kilka osób cieszyło się, że znalazłam miłość życia. Większość była na nie. Mówili, że powinnam się ogarnąć, że co ja robię z takim facetem. Czy liczyłam w jakim wieku będzie on, gdy mi stuknie trzydziestka albo czterdziestka? Gdy on miał tyle lat, co ja teraz, moi rodzice nawet nie planowali dziecka.
U niego nie było lepiej. Też się nasłuchał. Że szukam sponsora. Że chcę się zabawić i zostawić. Chyba nikt nie wierzył, że możemy być ze sobą na poważnie.

To były trudne chwile, ale przetrwaliśmy. Każda szpila, którą wbijali w nas inni, chcąc nas rozdzielić, tak naprawdę zbliżała nas do siebie. Przetestowaliśmy się na samym początku związku i mówiliśmy sobie, że skoro przetrwaliśmy to, to przetrwamy wszystko.

 

Tylko my wiedzieliśmy ile nas łączy

Nikt nie wierzył, że to może być miłość. Bo co widzi młoda dziewczyna w mężczyźnie, który jest starszy od jej rodziców? Po co ktoś miałby się wiązać z kimś o tyle lat młodszym? Wiem, co większości osób przychodzi na myśl o takich związkach, już kiedyś rozprawiałam się z tymi mitami.

Dla jednych problemem było to, że on nie ma pieniędzy, pozycji społecznej albo innych cech, których szuka kobieta w dużo starszym partnerze. Inni twierdzili, że to Jego wina, bo mnie uwiódł, tak jakbym nie miała rozumu i nie wiedziała w co się pakuję. Nasłuchaliśmy się wielu przykrych słów. Ale nadrabialiśmy to, rozmawiając ze sobą.

On cenił we mnie dojrzałość, zdrowy rozsądek i to, że może ze mną porozmawiać na każdy temat. Zawsze wiedziałam co powiedzieć, żeby poczuł się lepiej.

Ja szukałam stabilizacji i dojrzałości, której nie widziałam u swoich rówieśników. Pokochałam go za poczucie humoru, szerokie horyzonty i to, że nigdy nie czułam, że dzieli nas tyle lat.

Spodobaliśmy się sobie od spojrzenia, ale miłość przyszła do nas z rozmową.

 

Nikt nie wiedział ile nas dzieli

Nie ukrywam – życie z osobą, która jest z kompletnie innego pokolenia, nie zawsze jest łatwe. Wychowaliśmy się w różnych czasach, na wiele rzeczy patrzymy inaczej. Codziennie uczymy się od siebie czegoś nowego. Ale też ścieramy się na tym punkcie, bo to, co jest istotne dla mnie, dla niego kompletnie nie ma znaczenia. Z resztą – to działa w obie strony. Choć może w związkach między równolatkami jest podobnie.

Musieliśmy wspiąć się na wyższy poziom osiągania kompromisów, bo na co dzień jest ich sporo. Ja musiałam nauczyć się jak wymagać mniej, bo jego wiek ma swoje ograniczenia. On musiał nauczyć się żyć szybciej, bo posiadanie młodszej partnerki odmładza z konieczności. Codziennie uczymy się balansować między wzajemnymi oczekiwaniami.

 

Jak dwie krople wody

Czasem wydaje mi się, że znalazłam swój męski odpowiednik. Jesteśmy tak samo uparci, tak samo zawzięci, tak samo emocjonalni i równie szybko się denerwujemy. Jeden znajomy kiedyś powiedział, że albo będziemy się bardzo kochać, albo któregoś dnia pozabijamy się.

Kłócimy się – jak każdy. I to są naprawdę gigantyczne kłótnie, choć tak naprawdę spieramy się o pierdoły. Jednak nie martwi mnie to, bo po każdej awanturze potrafimy się pogodzić i porozmawiać na spokojnie. Wiele czasu zajęło mi zrozumienie, że to ja muszę ustąpić w kłótni, by potem w rozmowie móc dojść do kompromisu. Zdarza się, że nasze życie składa się tylko z gaszenia pożarów.

Lubię to, że się kłócimy. Nigdy nie chciałam partnera, który zgadza się na wszystko i nie potrafi postawić na swoim. Cenię go za twardy charakter, choć czasem doprowadza mnie do szewskiej pasji.

 

Jak lód i ogień

Mamy kompletnie różne zainteresowania. Rzadko robimy coś razem. On uwielbia grzebać w mechanicznych rzeczach, świetnie radzi sobie z naprawianiem gniazdek i tych wszystkich rzeczach, o których ja kompletnie nie mam pojęcia. Nie czyta mojego bloga, jego znajomość komputera leży i kwiczy, a to, czym ja interesuję się na co dzień, dla niego jest jak czarna magia.

Ale dużo rozmawiamy. On mówi mi jak minął mu dzień w pracy, co się zepsuło i jak sobie z tym poradził. Ja mu mówię o wszystkich komplementach, jakie od Was dostaję, dzielę się pomysłami, a wiele tekstów powstało dzięki naszym rozmowom. Może nie mamy wspólnych pasji, ale potrafimy się nimi dzielić. Tylko czasem musimy zrobić wprowadzenie do świata, o którym chcemy opowiedzieć.

W zeszłym tygodniu minęły cztery lata, odkąd jesteśmy razem. Na początku nikt nie dawał nam nawet roku. Mieliśmy przeciwko sobie cały świat i niewiele się w tej kwestii zmieniło, choć teraz dzieje się to bardziej po cichu.

Dziś mijają dwa lata, odkąd jesteśmy małżeństwem. I mimo że czasem mam ochotę czymś go walnąć i rzucić wszystkim w cholerę, to nie mogłabym wymarzyć sobie lepszego męża. Każdemu życzę takiej miłości.